Wywiad z Emerytowanymi Pracownikami Szkoły

Luty 19, 2017 by Grzegorz Prus - Brak komentarzy

 

„Bo jest to najwspanialszy, najpiękniejszy zawód na świecie…”

 

Małgorzata Pończocha: Drodzy Państwo, wielu z Was było długoletnimi pracownikami naszej szkoły. W związku z tym, że obchodzimy dzisiaj Dzień Edukacji Narodowej, chcielibyśmy, aby opowiedzieli Państwo, jak kiedyś wyglądały obchody różnych szkolnych uroczystości.

Dyrektor Ryszard Masiewicz: Pracę w szkole rozpocząłem we wrześniu 1968 roku wraz z moim kolegą Leszkiem Masłowskim. Opowiem o moim pierwszym Dniu Nauczyciela. Na początek akademia, uczniowie wręczają kwiaty, chyba goździki, a potem na zaproszenie rodziców mieliśmy udać się na spotkanie. Gdy szliśmy z kolegą Leszkiem Masłowskim niepewnym krokiem w stronę świetlicy i przystanęliśmy na chwilę na korytarzu, w wejściu, bo trochę się baliśmy, jako że pracowaliśmy dopiero od września, niespodziewanie podszedł do nas jeden z rodziców i poprosił o wyjście, wyjaśniając, że jest to spotkanie nauczycieli. Przerażeni, jąkając się, powiedzieliśmy, że jesteśmy młodymi nauczycielami. Speszony rodzic zaprosił nas do środka. Wtedy też dostałem po raz pierwszy od ucznia czekoladę… podpisaną.

Małgorzata Pończocha: Co zadecydowało, o tym, że został Pan pedagogiem?

Dyrektor Ryszard Masiewicz: O tym, że zostałem pedagogiem zadecydowało…wojsko, a właściwie zwolnienie od obowiązku służby wojskowej. Gdy ukończyłem Technikum Mechaniczne, po maturze trzeba było stawić się na komisję wojskową. Wtedy funkcjonowało w Zamościu Studium Nauczycielskie z Wydziałem Mechanicznym. Słuchacze tej szkoły odbywali roczne szkolenie wojskowe, które zwalniało z obowiązkowej służby. Istotniejszy jest jednak fakt, że w studium byli tak wspaniali nauczyciele, że każdy, kto je ukończył, chciał wykonywać ten zawód. W ten sposób w 1968 roku trafiłem do pracy w naszej szkole. Skierowało mnie do niej Kuratorium Lubelskie.

Małgorzata Pończocha: Panie Dyrektorze, z Pańskiej wypowiedzi wynika, że to właśnie pedagodzy, których Pan spotkał na swej drodze, zadecydowali ostatecznie, o tym, że został Pan nauczycielem. Czy po latach doświadczeń w tym zawodzie, wybrałby go Pan ponownie?

Dyrektor Ryszard Masiewicz: Tak, wybrałbym, bo jest to najbardziej wartościowy, najwspanialszy, najpiękniejszy zawód na świecie i co więcej dobrze płatny. Jestem już 14 lat na emeryturze i co roku dostaję podwyżkę… wyobrażacie sobie?! Nie ważne, ile… ważne, że co roku dostaję podwyżkę.

Mikołaj Cekut: Drodzy Państwo, usłyszeliśmy, w jaki sposób zaczęła się przygoda Pana Dyrektora Masiewicza z naszą szkołą. Może ktoś z Państwa chciałby się jeszcze podzielić z nami refleksją na ten temat.

Pan Leszek Masłowski: Otóż ja wrócę do momentu, kiedy wspólnie z moim kolegą, dyrektorem Ryszardem Masiewiczem, jako debiutujący w roli nauczyciele, staliśmy, oczekując na rozpoczęcie roku szkolnego, w tylnej części sali gimnastycznej, podczas, gdy wszyscy uczniowie siedzieli już z przodu, na swoich miejscach. W pewnym momencie obecny tu Henio Szewczyk, nauczyciel praktycznej nauki zawodu, chwycił nas za marynarki i popychając, krzyknął: „Do przodu chłopaki!”. Taki był mój pierwszy dzień w tej szkole.

 

Fot. Na pierwszym planie od lewej: wicedyrektor ZST w latach 1975-79 Z. Mikulski i M. Cekut, uczeń klasy IIGMT.

 

Pan Zbigniew Mikulski: Mój kontakt z tą szkołą rozpoczął się w 1968 roku, gdy odbywałem tu praktykę, prowadząc zajęcia z przedmiotów zawodowych. Koledzy, wypowiadający się wcześniej, już tu pracowali. W 1970 roku podjąłem pracę na warsztatach. Od pierwszego stycznia 1971 roku, zastępując pana Władysława Renowskiego, zacząłem uczyć rysunku zawodowego. Pozwolę sobie nadmienić, że pan Renowski był wyjątkowym nauczycielem, który potrafił nauczyć zawodu, ale też wielu innych rzeczy. Posiadał rozległą wiedzę z różnych dziedzin. Chcę zwrócić również uwagę na fakt, że nie pracuję już 37 lat w tej szkole. Nieżyjący już dyrektor Tadeusz Martyniuk w 1975 roku, powołał mnie na swojego zastępcę. Na tym stanowisku pracowałem do roku 1979.

Małgorzata Pończocha: Szanowni Państwo, pan Dyrektor Masiewicz, odpowiadając na jedno z moich wcześniejszych pytań, powiedział, że zawód nauczyciela jest najpiękniejszy na świecie, ale przecież oprócz tych pięknych chwil, zdarzają się też trudne momenty. Proszę o nich opowiedzieć.

Pan Kazimierz Martuszewski: Jako wychowawca i nauczyciel stanąłem przed nie lada wyzwaniem. W roku 1980 przysłano do szkoły pięciu Nigeryjczyków. Zostałem ich wychowawcą, a należy zaznaczyć, że byłem od nich młodszy. Obawiałem się więc, jak będą układały się nasze relacje. Niepokój budziła też kwestia komunikacji. Wprawdzie ukończyli wcześniej roczny kurs języka polskiego w Łodzi, jednak porozumieć się z nimi nie było łatwo. Pamiętam lekcję, podczas której tłumaczyłem zasady ochrony odgromowej. Przy porównywaniu budynków wolnostojących w mieście i na wsi, wyjaśniłem, że częstą przyczyną pożarów jest pokrycie dachowe wykonane ze słomy. Gdy zapytałem, czy zasady działania instalacji odgromowej są jasne, jeden z Nigeryjczyków, odparł, że nie, bo nie wie, czym jest słoma. Trudno było im zaadaptować się w nowym środowisku, w obcym kraju, który był dla nich tak egzotyczny, jak dla nas Afryka. Pamiętam ich zaskoczenie, gdy po raz pierwszy zobaczyli zimę. I nasz lęk, gdy z Leszkiem Masłowskim, daliśmy im narty i próbowaliśmy nauczyć na nich jeździć, a oni ciągle lądowali na głowach. Moi wyjątkowi wychowankowie byli bardzo pomysłowi. Gdy nie chciało im się iść na lekcje, wywieszali w oknie swojego pokoju w Internacie flagę Nigerii i informowali, że obchodzą uroczyście narodowe święto. Niezwykle stresującym, ale najprzyjemniejszym okazał się dzień przystąpienia przez „naszych niecodziennych uczniów” do obrony prac dyplomowych. Zaskoczyli nas wszystkich nie tylko dobrym przygotowaniem, ale też…strojem. Ubrani byli w swoje plemienne szaty. Wielki sukces, wysiłek wszystkich nauczycieli nie poszedł na marne. Satysfakcję przyniosło mi również zakończone powodzeniem ich ponowne wystąpienie przed komisją egzaminacyjną w Ministerstwie Edukacji Narodowej, gdzie prezentowali wykonane prace dyplomowe. Po ukończeniu naszej szkoły kontynuowali naukę na studiach. Ten przykład dowodzi, że nawet najtrudniejsze wyzwania, obfitujące początkowo w porażki, prowadzą do sukcesu.

 

Fot. Uczniowie w przerwie meczu w koszykówkę, wśród nich Nigeryjczycy. Lata 80-te.

 

 

Fot. Jeden z NIgeryjczyków podczas szkolnej uroczystości. Lata 80-te.

 

Mikołaj Cekut: Z wypowiedzi Pana Kazimierza Martuszewskiego wnoszę, że praca nauczyciela wymaga szczególnych predyspozycji. Czym, według Państwa, powinien się charakteryzować dobry nauczyciel?

Pani Barbara Pietrzak: Pozwolę sobie zacząć od tego, że w szkole przepracowałam czterdzieści lat. W tym dziesięć w ZST, więc mój staż pozwala spojrzeć na problem predyspozycji nauczyciela do wykonywania zawodu z dłuższej perspektywy i wielorakich doświadczeń. Moim zdaniem dobry nauczyciel czy wychowawca, to osoba, która ma po prostu powołanie. Posiada taką wewnętrzną gotowość do pracy z młodzieżą. Dobry nauczyciel jest wyrozumiały i cierpliwy. Otwarty na problemy młodego człowieka, zainteresowany nim, a także, a może nawet przede wszystkim zarażający go swoją pasją.

Mikołaj Cekut: Chciałbym dodać, że w ubiegłym roku szkolnym była Pani moją i Małgosi Wychowawczynią, dzięki Pani, pierwszych kroków w tej szkole nie stawialiśmy po omacku, za co jesteśmy wdzięczni. Proszę powiedzieć, czym, według Pani powinien charakteryzować się dobry uczeń.

Pani Barbara Pietrzak: Dobry uczeń to taki, który wie, czego chce, ma swoje zainteresowania. Przychodzi do szkoły już z jakimiś określonymi poglądami. Nie jest to uczeń z przypadku, który wybiera jakiś tam zawód, bo musi. Dobry uczeń angażuje się w życie szkoły. Właśnie tak, jak wy się angażujecie. Jestem bardzo dumna, że od pierwszej klasy aktywnie i sumiennie wykonujecie swoje obowiązki związane z procesem kształcenia, ale też z zapałem i radością angażujecie się w inne dziedziny życia szkoły. Jest to ważne, bo w takich sytuacjach młody człowiek uczy się funkcjonować w społeczeństwie, co później procentuje w dorosłym życiu.

Małgorzata Pończocha: Dziękujemy Pani za te miłe słowa, które na pewno staną się zachętą dla nas do jeszcze większego wysiłku, bo przecież szkoła to nasz drugi dom.

Mikołaj Cekut: Dziękujemy Państwu serdecznie, że przyjęliście nasze zaproszenie i podzieliliście się z nami swoimi wspomnieniami i refleksjami.

 

12 października 2016 roku z Gośćmi rozmawiali Małgorzata Pończocha i Mikołaj Cekut, uczniowie klasy II GMt.